Kolejne punkty dla piłkarzy ręcznych MKS MOSiR. MKS MOSiR – Latocha Agropom Gniew 33:30

116

W sobotę II-ligowi piłkarze ręczni MKS MOSiR podejmowali na własnym boisku zespół z Gniewa. Już od pierwszych minut mecz zapowiadał się bardzo emocjonująco, i rzeczywiście emocji nie brakowało do końcowego gwizdka sędziego.

Już od początku meczu kętrzyńscy szczypiorniści pokazali, że tego spotkania nie odpuszczą. W szóstej minucie prowadzili z rywalem trzema bramkami (2:5). W miarę upływu czasu ta przewaga zaczęła jednak topnieć, a w 16. minucie goście wyszli na jednobramkowe prowadzenie (9:8). Przez dalszą część spotkania utrzymywał się  wynik z niewielką (zazwyczaj jednobramkową)  przewagą kętrzynian. Ostatecznie lepsza gra pod koniec pierwszej połowy meczu piłkarzy MKS MOSiR spowodowała, że zakończyli ją wynikiem 17:14. Wydawało się, że sytuacja została opanowana. Niestety w drugiej połowie rywale bardzo szybko nadrobili straty i w 38.minucie spotkania wyszli ponownie na prowadzenie (20:19).  Dziesięć minut później musieli jednak uznać wyższość piłkarzy MOSiR, którzy nie tylko doprowadzili szybko do remisu ale w 50.minucie spotkania objęli wyraźne (sześciobramkowe) prowadzenie 29:23. W tym momencie dobra gra kętrzynian osłabła i do końcowego gwizdka sędziego ważył się ostateczny wynik. W 55.minucie meczu rywale zniwelowali przewagę piłkarzy MOSiR do dwóch bramek (28:30). Na szczęście kętrzynianie nie pozwolili sobie odebrać zwycięstwa, a w ostatnich sekundach spotkania doprowadzili do wyniku 33:30.

Mimo tak długo oczekiwanego zwycięstwa trener MKS MOSiR Cezary Tyszka nie był zachwycony postawą swoich podopiecznych.

– Byłem przekonany, że 3 punkty zostaną w Kętrzynie. Były momenty w drugiej połowie bardzo fajnej gry, kiedy odskoczyliśmy rywalowi na sześć bramek. Myślałem, że uda się nam taką przewagę utrzymać. Niestety, błędy w obronie spowodowały, że mecz do końca stał pod znakiem zapytania. Owszem, wynik cieszy ale nasi piłkarze zafundowali nam horror wynikający przede wszystkim z nieskuteczności. Zwycięzców jednak się nie sądzi, a wyróżniać naprawdę nie mam kogo.

Swoją drogą, wiele do życzenia miała praca sędziów zwłaszcza, że dyktowane dla przeciwników rzuty karne budziły wiele zastrzeżeń nie tylko wśród zawodników ale również wśród widzów.